Shopping Cart
Your Cart is Empty
Quantity:
Subtotal
Taxes
Shipping
Total
There was an error with PayPalClick here to try again
CelebrateThank you for your business!You should be receiving an order confirmation from Paypal shortly.Exit Shopping Cart

Markét & Karol

Bangkok III. - ostatnie dni

W przedostatnim dniu pobytu w Tajlandii (20.6) mieliśmy odwiedzić królewski pałac. Po ostatnim całodziennym zwiedzaniu buddyjskich świątyń i po obejrzeniu dziesiątek odmian siedzącego lub leżącego Buddy, na kolejne świątynie ochoty nie mieliśmy już zbyt wielkiej.

W dodatku bilety były strasznie drogie, a przed rokiem w pałacu byli już moi rodzice, którzy przygotowali dla nas obszerną relację fotograficzną i video.

Zrezygnowaliśmy więc z wycieczki do pałacu i na ostatnią świątynię wybraliśmy Wat Arun, do którego dopłynęliśmy łodzią z miejskiej komunikacji. 

Wstępu do świątyni przez wielką bramę pilnowali olbrzymi strażnicy.

Do największej wieży nie można było wejść z odkrytymi ramionami czy kolanami, musiałam więc zapłacić za wypożyczenie sukni, która była bardzo niebezpieczna. Długie kawałki materiału nie pomagały we wspinaniu się po wysokich schodach na szczyt wieży.

Po tym jak już nacieszyliśmy się widokiem na królewski pałac ze szczytu wieży, obeszliśmy świątynię dookoła oglądając przy tym ostatnie figury Buddy podczas naszej wyprawy. 

Potem szybko wskoczyliśmy do taksówki, dlatego że zbliżała się godzina rozpoczęcia przedstawienia na wężej farmie, którą chcieliśmy odwiedzić. Na miejsce dobiegliśmy z trzyminutowym spóźnieniem i zobaczyliśmy całą gromadę węży oraz usłyszeliśmy opowieści prowadzącego. Dowiedzieliśmy się gdzie żyją jakie odmiany węży, które są śmiertelnie niebezpieczne, czym się żywią i które są pod ochroną. Chronione węże często są zabijane dla skóry lub łapane dla zaspokojenia fanaberii bogaczów i z przyrody często znikają w ekspresowym tempie. Najciekawszy i tak był pokaz węży. Mogliśmy nawet zobaczyć jak chwycić kobrę jedną ręką za szyję tak żeby nie była w stanie ukąsić.

Po przedstawieniu poszliśmy do muzeum i terrariów. Trochę adrenaliny dodało to, że jedno terrarium z wężem pękło. Byliśmy niedaleko ale udało nam się uniknąć kontaktu z wężem i poinformować o zajściu personel. 

W muzeum dowiedzieliśmy się co robić gdy nas ukąsi wąż – wysysanie jadu to tylko filmowa legenda, która w praktyce jest kompletną głupotą.

Kończynę z ukąszeniem należy usztywnić, delikatnie obwiązać, spróbować się uspokoić i jak najszybciej skierować się do szpitala, następnie już tylko się modlić żeby nie było za późno.


Po farmie poszliśmy zobaczyć do jakiegoś centrum handlowego w pobliżu, bo podobno można w Bangkoku zrobić piękne i tanie zakupy. Nie znaleźliśmy ani nic taniego ani nic pięknego i szybko wyprawiliśmy się w podróż powrotną do hotelu. Chcieliśmy się umyć i przygotować, bo wieczorem czekała już na nas najwyższa atrakcja naszego urlopu.


Ostatni wieczór w Tajlandii spędziliśmy w hotelu Banyan Tree, gdzie wjechaliśmy na 61. piętro do Vertigo/Moon baru – czyli na najpiękniejszy punkt widokowy Bangkoku i drugi najwyższy budynek w mieście.

Ceny były oczywiście znacząco wyższe niż w normalnych knajpach, ale ze względu na widok i otoczenie zdecydowanie warto było tam się wybrać.

Popijając drinki pod gołym niebem (ja Sex on the Moon, a Karol tradycyjnie Long Island Iced Tea) upajaliśmy się cudownym widokiem i wspominaliśmy całe trzy tygodnie naszego miesiąca miodowego w Tajlandii i zarazem pierwsze tygodnie naszego małżeństwa.

Był to najpiękniejszy możliwy sposób na spędzenie ostatniej nocy w Tajlandii. 

Ostatni dzień (21.6) mieliśmy już luźny, żadnych zabytków, żadnego Buddy :)

Nie mieliśmy już nawet za bardzo pomysłów co by jeszcze odwiedzić. Zostało jeszcze kilka atrakcji, które jakoś specjalnie nas nie interesowały (np. targ wodny, gdzie zakupy robi się na kajakach, czy jazda na słoniach po mieście).

  Po długich namysłach wybraliśmy miejskie zoo :)

Najpierw poszliśmy na show z fokami. Nieźle się tam naśmialiśmy i patrząc na klaskające foki wspominaliśmy akcje Ronalda w jednym z poznańskich pubów :)

… poudawaliśmy trochę zwierzaki…

Później przeszliśmy całe zoo, odwiedzając wszystkie zwierzęta. No i tutaj te najbardziej interesujące…

 i te najmilsze…

No i to już, to by było na tyle.

Po jedzeniu i ostatnim koktajlu oraz odebraniu plecaków w hotelu, pojechaliśmy o 21 metrem na lotnisko i wylecieliśmy samolotem Emirates w drogę powrotną po znanej już trasie Bangkok-Dubaj-Praga.

Koniec