Shopping Cart
Your Cart is Empty
Quantity:
Subtotal
Taxes
Shipping
Total
There was an error with PayPalClick here to try again
CelebrateThank you for your business!You should be receiving an order confirmation from Paypal shortly.Exit Shopping Cart

Markét & Karol

Bangkok II. - China town

ociągiem z Kanchanaburi wyruszyliśmy wcześnie rano (18.6), do Bangkoku dojechaliśmy około południa. Od razu pojechaliśmy w okolice znanej turystycznej ulicy Khao San Road, gdzie chcieliśmy znaleźć miejsce na nocleg na kolejne dni w Tajlandii. Wybór był spory, a my wybraliśmy w końcu Lamphu House na ulicy Rambuttri.


Długa droga mnie trochę zniszczyła, nawet prysznic mi nie pomógł i chciało mi się spać. Karol nie dał się namówić na leniuchowanie w łóżku i szybko mnie z niego wygonił, mówiąc że nie przyjechaliśmy tak daleko po to żeby cały dzień leżeć. Poszliśmy obadać okolice i wylądowaliśmy w chińskiej części Bangkoku.


Ta dzielnica była już od założenia Bangkoku osiedlona Chińczykami.

Sklepy, wszelakie artykuły, jedzenie, napisy – wszystko po chińsku.

Tutaj właśnie łączy się chińska i tajska kultura razem z religią i tradycjami.

Ulice są w trakcie dnia szare i niezbyt efektowne. Ale już chwilkę po zmroku rozświetlają się liczne neony, a ulice zaczynają tętnić życiem i pokazują swoją drugą ciekawszą twarz.

Wszystkie kolorowe, głośne ulice są pełne targów, restauracji i barów. W jednej eleganckiej restauracji wypiliśmy kawę na dodanie energii i później spacerowaliśmy tak długo aż nogi odmówiły posłuszeństwa.

Późnym wieczorem poszliśmy się przejść znaną czerwoną ulicą, która jest niedaleko chińskiej dzielnicy.

Nigdy nie zapomnimy na co nas tam namawiano:


ping pong show

cut banana – oferta podobno specjalnie dla Karola :)

sporo porad żeby Karol wrócił później sam

oraz pan w skórzanym wdzianku z pejczem z magicznym hasłem na ustach „never try never know” :)


My się jednak nigdy „nie dowiemy” bo z ofert nie skorzystaliśmy. Może nam ktoś inny kiedyś opowie co się dzieje za czerwona kurtyną...


Jak już namawianie stało się za natrętne i nudne wróciliśmy na nasze Rambuttri i Khao San Road, gdzie zwiedzaliśmy przeróżne bary z koncertami na żywo i delektowaliśmy się urlopem popijając drinki. Dzień pomału się kończył.